Jasnowidz poszukiwany

help arrow berg

Jasnowidz poszukiwany

Często media donoszą o obietnicach. Słyszymy, że projekt (budowy drogi, mostu, lotniska) ukończony zostanie w jakimś terminie. Wierzyć, czy nie?

Odpowiedź na to pytanie ma znaczenie ekonomiczne. Nowa infrastruktura może być szansą, np. dla właścicieli gruntu, operatorów logistycznych itd. lub zagrożeniem – remont drogi oznacza dla pobliskich barów i moteli przymusowy urlop. Zrealizowane obietnice mają także wagę poza ekonomiczną, np. projekty w terminie – to kredyt dalszego zaufania dla polityków lub jego brak w przypadku opóźnień.

Jak powstaje data końca projektu?

Teoria mówi, że się ją wylicza. Polska praktyka pokazuje, że bywa przypadkowa. Ktoś, gdzieś publicznie obiecał, wpisano coś na wniosku o dofinansowanie lub tworząc plan działania instytucji trzeba było ją zadeklarować. Bezpiecznym jest okres czterech – sześciu lat. To zbyt daleko, by było to wiążące i dość blisko, by data miała jakieś znaczenie.

Konsekwencje praktyczne są jednak katastrofalne. Jeśli projekt jest przedsięwzięciem publicznym, wykonawcy są wyłaniani w trybie Prawa Zamówień Publicznych. Choć sami Polacy sobie stworzyli PZP dla siebie – ten porządek prawny jest wyjątkowo mało elastyczny i kłopotliwy. Sprawia, że wykonawcy muszą się do pożądanej przez zamawiającego daty bezwzględnie dopasować. Robią więc co mogą. Tworzą harmonogramy nierealne. Ich wykonanie jest teoretycznie możliwe. W praktyce wiadomo, że wszystko jest napięte do granic. Przesunięcie jakiegokolwiek zadania – rozstroi cały projekt i data nie będzie dotrzymana. Na etapie przetargów to nie ma znaczenia. Przecież na razie tego i tak nikt nie zweryfikuje. Ale jeśli konkurencja lepiej obieca – wygra. Gdy więc wykonawca zaczyna pracę – od razu zaczyna dokumentować projekt, gdyż to zawsze przyda się na wypadek procesów sądowych.

Zamawiający to akceptują. Wierzą, że w razie opóźnień wyegzekwują kary umowne. Dla nich (często są to urzędy i instytucje państwowe) kluczowa jest legalność decyzji. I jeśli projekt nie wyjdzie na czas – nie mają z tym problemu. O ile wszystko było zgodne z prawem – zawsze można się wytłumaczyć lub zrzucić winę na wykonawców, zmianę warunków ekonomicznych, warunki hydrogeologiczne i dynamikę pływów – cokolwiek by to nie oznaczało.

Jak powinno się ustalić datę końca?

Należy ją obliczyć. Zarządzanie projektami, powszechnie stosowana metoda zarządcza w biznesie, opracowała wiele technik oszacowania czasu trwania. Jedną z naczelnych zasad jest opieranie się na terminach pesymistycznych, które zakładają, ze nie wszystko pójdzie dobrze. Drugą zasadą jest planowanie równomierne. Ponieważ najbliższą przyszłość rozumiemy najlepiej – łatwo jest ją zaplanować szczegółowo. Im dalej w przyszłość, tym ogólniej. Gdy dochodzi się do faz późniejszych – nie starcza determinacji, woli, precyzji. Z tego względu wielu projektantów buduje harmonogramy od końca. Kolejnym dogmatem jest konieczność określania dla każdego zadania JAK obliczono jego długość. Eliminuje to zwyczaj wstawiania dat końca zadań bazując na tzw. wiedzy eksperckiej – czyli często na niczym. Zachowując te (i kilka innych, niewymienionych zasad) można podać przybliżoną datę końca. Wiadomo jest, że im więcej mamy pieniędzy na fazę planowania, tym dokładniej można prognozować. Z reguły jednak podaje się daty przybliżone i to z pewnym poziomem ufności wyrażonym w procentach. Jeśli tych zasad nie zachowa się – data może być równie dobrze zaproponowana przez jasnowidza.

Nie da się więc stwierdzić czy projekty w Polsce są opóźnione. Może trwają tyle, ile powinny. Tylko ogłasza się zbyt optymistyczne terminy zakończenia, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością?